//////

ABC dobrego wychowania

Według polskiego prawa dla każdej osoby w naszym kraju przysługuje zasiłek pogrzebowy, który zostanie przekazany dla najbliższej rodziny zmarłego po jego śmierci. Jeśli zmarły nie posiada żadnej rodziny, to zostanie pochowany przez urząd miasta. Wartość tego zasiłku pogrzebowego nie jest niestety imponująca i bardzo ciężko jest za nią zorganizować godny pochówek dla naszego zmarłego. Jeśli więc nie posiadamy żadnych oszczędności, które moglibyśmy przeznaczyć na pochówek naszego zmarłego, to warto dokładnie i rozsądnie rozdysponować te pieniądze. Jeśli nie będziemy działali ostrożnie i z rozwagą, to nagle okaże się, że pieniądze te zostały już wydane, a my nadal musimy opłacić jeszcze wiele rzeczy. Bardzo dobrym pomysłem jest znalezienie przedsiębiorstwa, które oferuje tanie usługi pogrzebowe Warszawa. Takie firmy mają zazwyczaj o wiele niższe ceny, niż te spotykane w innych firmach. Decydując się na skorzystanie z ich usług możemy naprawdę sporo zaoszczędzić naszyć środków finansowych.

Jest mnóstwo codziennych sytuacji, z których nie zawsze umie­my wybrnąć, choć pragniemy pilnie przestrzegać zasad dobrego wvchowania. A powiedzmy, że idąc ulicą widzimy kogoś znajomego. Czy trzeba się przywitać, zamienić parę słów, czy nie? Nie trzeba. Wystarczy ukłon. Ale jeśli osoba spotkana zmierza wyraźnie w na­szym kierunku, wtedy należy zatrzymać się i podać rękę. Rozmo­wa powinna w zasadzie ograniczyć się do wymiany kilku zdań. Jeśli mamy czas i ochotę na dłuższą pogawędkę, lepiej przejść się idąc z falą przechodniów, by im nie przeszkadzać i nie hamować ruchu. Wystarczy wtedy po prostu zapytać: „Czy nieprzeszka­dzam?’’ Nikt wprawdzie nie zdobędzie się na krótkie: „Tak”, ale już ton głosu pozwoli łatwo odgadnąć, czy można przedłużyć roz­mowę, czy też lepiej będzie jak najszybciej się pożegnać. Nie bądźmy jednak natrętni i nie narzucajmy swego towarzy­stwa, nie tylko gdy znajomy się spieszy, ale nawet gdy idzie na spacer. Nie wołajmy go na ulicy ani po imieniu, ani, co gorsza,po nazwisku, nie krzyczmy także: „Halo!”.

Jeśli pragniemy zamienić parę (nie więcej) niezbęd­nych zdań z kimś znajdują­cym się w towarzystwie, za­trzymujemy go tylko w wy­padku koniecznym. Nasz znajomy, zanim do pas doj­dzie, powinien przeprosić tych, z którymi szedł, mó­wiąc np.: „Wybaczcie, chwi­leczka”. To rzeczywiście musi być chwileczka, a gdyby się miała przedłużyć, trzeba przedstawić czekającym swe­go rozmówcę. Zawsze należy liczyć się z ruchem ulicznym. Młodzi potrafią kilkuosobową grupą stanąć na środku chodnika i wszystkim za­wadzać. Takie postępowanie jest niewłaściwe i niedopuszczalne. Natomiast wypada zwrócić się do kogoś obcego o rzeczową in­formację, np. zapytać o godzinę lub poprosić o wskazanie danej ulicy, ale takie pytanie trzeba zawsze poprzedzić słowem „prze­praszam’’.Pewna aktorka opowiadała mi taką przygodę. Wracała późno z teatru. Za nią szło trzech panów. Zaczęli ją zaczepiać, przyga­dując zresztą zupełnie dowcipnie. W pewnej chwili zatrzymała się i ze śmiechem powiedziała: „Moi drodzy, jestem bardzo rada, że mi tak dyskretnie towarzyszycie, ale doprawdy moglibyście być moimi synami.” Rzeczywiście miała syna dużo starszego od nich. Młodzi ludzie wyraźnie się speszyli. Ona zaś dodała: „No trudno, wpadliście, teraz musicie mnie odprowadzić do domu.” I ruszyli we czwórkę, dowcipkując i bawiąc się wesoło przez całą drogę. W tej małej przygodzie nikogo nie obowiązywało przedstawia­nie się i wszyscy byli zadowoleni: starsza pani, że nie szła sama, młodzieńcy, że pozwoliła im wybrnąć z niezręcznej sytuacji.

Zaczepianie na ulicy, zwane z uśmieszkiem „podrywaniem”, nie mieści się w ramach dobrego wychowania* chyba że jest ro­bione dowcipnie, z wdziękiem i gdy … obie strony do tego dążą. Zwykle zaczepiają mężczyźni. I — warto pamiętać, że już cień kokieterii ośmiela śmiałka. Jeśli jednak postawa zaczepianej osoby jest zdecydowana i stanowcza, a więc w ogóle ignoruje zaczepkę lub — w razie potrzeby — da ostrą odprawę, podrywacz re­zygnuje. Dziewczyna, kobieta, która zaczepia panów na ulicy, jest albo bardzo młóda i głupia, albo… należy do tżw. marginesu społecz­nego (lub może być tak potraktowana). I mimo równouprawnie­nia — nic się tu nie zmieniło. Jak zawsze, tak i tu bywają wyjątki. Człowiek człowiekowi nie powinien być wilkiem. Więc trzeba wyczuć sytuację, bo niferaz się zdarza, że z kimś zupełnie obcym wymieniamy przyjaźnie kilka zdań, mówimy o wrażeniach, udzielamy informacji, a na- . wet — zdarza się — że zawieramy znajomość. Ileż takich właśnie znajomości zaczęło się w ogonkach! Tylko wtedy tego typu „za­czepki” mają zupełnie inny charakter niż to, co młodzież lubi nazywać „podrywaniem”.

Wiele narodów nie używa zwrotu „pan”, „pani”, tylko „wy” (np. Anglicy, Francuzi) lub „oni” (Niemcy). W Polsce, mimo kil­kakrotnych prób oficjalnego wprowadzenia tego zwrotu, „wy” wciąż brzmi nieco obco. Niektórych słowo „wy” razi (mówią. „Nie bawiliśmy się razem w piasku” lub: „Nie jesteśmy ze wsi ) albo śmieszy („My to jestem ja jeden” lub: „Nie jestem miłości­wie panującym, aby do mnie zwracano się w pluralis maiesta- ticus’). Forma „oni” jest u nas znana od wieków; zachowała się do dziś na wsi, gdzieniegdzie używają jej dzieci dla wyrażania szacunku starszym. Mówią więc np.: „Mamo, niech pójdą z nami do ogrodu”, zamiast: „Mamo, pójdźcie z nami do ogrodu’, W mieście powiedziano by: „Mamo, chodź z nami do ogrodu”.Chłopi formą „pan” posługiwali się dawniej wyłącznie w odniesieniu do ludzi z miast, obecnie zaś coraz częściej stosują ją również między sobą.Jak z tego wszystkiego wybrnąć? Najlepiej postępować tak, aby nikogo nie urazić. Bo przecież właśnie wzgląd na innych jest podstawą dobrych obyczajów. W wypadkach wątpliwych zawsze lepiej mówić „pan” niż „wy”.Chłopi, choć między sobą używają drugiej osoby liczby mno­giej „wy”, szczególnie nie lubią, gdy w ten sposób zwraca się do nich mieszczuch.

Dobrze jest dodawać „pan” przed nazwiskiem, żeby przy­zwyczaić otoczenie do zwrotu: „Przyszła pani Wrzoskowa”, nie zaś: „Przyszła Wrzoskowa”.Do krótkich powiedzeń: „tak”, „nie”, „dzień dobry” itp. zawsze będzie uprzejmiej dodać jeszcze parę słów. Na przykład: „Dzień dobry pani, pani Renato”. Lub: „Nie, nie mogę, proszę pana . Czy: „Tak, bardzo chętnie, proszę pani”. Szef, mówiący na powi­tanie: „Dzień dobry pani, pani Alicjo”, uchodzi za bardziej sym­patycznego niż ten, który rzuca suche „dzień dobry” i znika za drzwiami.„Kolego”, „towarzyszu” są to tytuły, które w jakiś sposób ludzi łączą. Członkowie partii posługują się zwrotem „towarzyszu” i wtedy używają formy „wy”. Jednak na pry­watnym przyjęciu forma ta nie jest stosowana. Termin „kolego ma nieco odmienny charakter. Jest jakby tytułem zawodowym. Używają go m.in. członkowie Stronnictwa Demokratycznego. Zastępuje on w pewnym sensie formę „towarzyszu”.„Kolego” mówią do siebie studenci, jak również lekarze, archi­tekci, adwokaci itp. Często, zwłaszcza do ludzi starszych, stosuje się ją z dodatkiem „pan”.Słyszymy więc: „Kolego, pozwólcie, że.. ”, „Kolego, może pan pozwoli, że…”, „Czy kolega pozwoli, że..Forma „obywatel” zachowała się przede wszystkim w pismach urzędowych oraz w przemówieniach skierowanych do ogółu społe­czeństwa i wystąpieniach oficjalnych (np. w wojsku, w sądzie, w milicji). Stosuje się ją również w korespondencji prywatnej, ale jedynie w adresie i w skrócie: „Ob.”.

A teraz o „tytułomanii”. Była ona i jest wyśmiewana. Dziś za­ginęły już formuły: „jaśnie panie”, „wielmożna pani”, „łaskawa pani”, a „dobrodziejka” — stała się archaizmem. Skończyły się też lub kończą wszelkie tytuły żon pochodzące od stanowiska męża. „Pani dyrektorowa”, „pani referencina”, „pani radczyni” zachowały się tylko w tekach humorystów. Bezsprzecznie wpły­nęła na ten stan osobista pozycja i tytuł zawodowy lub naukowy kobiety. Określenie „pani docentowa”, „profesorowa”, „doktorowa”, „dyrektorowa”, „naczelnikowa” itd. brzmi raczej niepoważnie, a jeśli chodzi o młode osoby — nieco drwiąco.Wyjątek stanowią bardzo sędziwe panie, które przyzwyczaiły się do tego przez całe życie. Nie róbmy wiec przykrości żonie pro* fesora staruszce i mówmy do niej: „pani profesorowo”. „Doktor” jest tytułem zawodowym, jaki zwyczajowo przysłu­guje każdemu lekarzowi, nawet gdy nie zdobył doktoratu.Jeśli jednak zbierze się kilku lekarzy, byłoby śmieszne, gdyby wszyscy i wciąż tytułowali się „panie doktorze”. I wtedy najczę­ściej stosuje się zwrot „panie kolego”, choćby ci ludzie nie koń­czyli studiów na tej samej uczelni.

Pani czy panna? Wprawdzie słowo „pani” oznacza ko­bietę zamężną, a „panna” — niezamężną, jednak określenie „pan­na” odnosi się tylko do dziewcząt. Nawet o młodej kobiecie nie mającej męża uprzejmiej będzie powiedzieć, że jest niezamężna, niż że jest panną, co wiąże się z ośmieszonym zwrotem „stara panna”. Szczególnie niezręcznie brzmi takie zestawienie, jak np. panna profesor, panna dyrektor lub panna docent, panna doktor. Ale o osobie, która jeszcze się uczy i nie przekroczyła 20 lat, można z czystym sumieniem powiedzieć „panna Zosia Iksińska”. Jednak nawet do niej zwrócimy się zawsze: „Panno Zosiu, czy pani…”, a nigdy „Panno Zosiu, czy panna…” O krewnych mówi się: „pana matka”, „pani brat” albo bardziej staroświecko: „pański brat”, „pański ojciec” lub „pańska małżonka” (nasz rozmówca, przypominamy, powie „moja żona’*).Uważajmy też, aby mówiąc o naszych bliskich nie używać przy ludziach obcych lub w rozmowach oficjalnych pieszczotliwych zwrotów. Chociaż męża nazywamy „Koteczkiem”, „Kaziuńciem” czy „Słoniem”, wobec dalszych znajomych mówmy o nim „mój mąż”, a nie np. „mój Koteczek”. Tego rodzaju zdrobnienia mogą mieć zastosowanie jedynie w najściślejszym gronie.Kelner nie lubi, gdy wołać „panie ober”, „panie starszy lub jeszcze gorzej — „panie kelner”. Wystarczy „proszę pana”.Do kierowcy zwracamy się: „proszę pana” lub „panie kie­rowco”; nigdy „panie szoferze” czy „panie szofer” (ta forma by­łaby zresztą niegramatyczna).

Obowiązuje zasada, że na każdy ukłon i na każde powitań, trzeba odpowiedzieć. Miły zwyczaj przyjął się na szlakach, górskich: pozdrawiają się tam również nieznajomi. Na przykład Czesi wołają: „na zdar”, a my w odpowiedzi albo „dzień dobry”, albo też „na zdar”.W miastach tylko znajomi kłaniają się sobie, co wypada uczy­nić nawet wtedy, gdy stosunki towarzyskie zostały zerwane.Panie skinieniem głowy odwzajemniają ukłon pana. Jeśli pan jest w berecie lub z gołą głową, pochyla ją i lekko skłania tułów. Gdy nosi kapelusz lub czapkę, zdejmuje nakrycie głowy i kłania się uprzejmie. Ładny gest przy tych okazjach nadaje wiele po­wabu panom. Warto wspomnieć, że nie wszyscy ludzie na świecie właśnie tak się witają. Pisałam już o tym, że Anglosasi witają się wymianą ukłonów, bez podawania rąk. Hindusi składają’ ręce jak do modli­twy i nachylają głowę wraz z tułowiem. Maorysi pocierają się no­sami. Eskimosi klepią się wzajemnie po policzkach, a Tybetańczyk prawą ręką obejmuje kapelusz, lewą trzyma za uchem, jakby si-; przysłuchiwał, gdy zaś chce okazać szczególne względy, wysuwa jeszcze język, chociaż już dziś i te narody przejmują coraz częściej zwyczaje europejskie.