//////

Psychika człowieka

Gdy skurcz naczyń krwionośnych powierzchownych tkanek i zmniej­szenie ich przewodnictwa cieplnego są niedostateczne do ochrony ustro­ju przed obniżeniem temperatury wewnętrznej ciała w zimnym otocze­niu, uruchomiona zostaje tzw. termoregulacja chemiczna, polegająca na zwiększeniu wytwarzania ciepła w ustroju. Ustrój może zyskiwać dodatkowe ilości ciepła w zimnym otoczeniu na trzy sposoby. Pierwszy z nich to wzrost spoczynkowego napięcia mięśni, tzw. tonusu spoczynkowego (będącego przyczy­ną gorszej koordynacji ruchów, które na zimnie stają się niezręczne, sztywne), połączony niekiedy z drżeniem mięśniowym. Drżenie mięśniowe jest dobrym źródłem ciepła, ale nie pozbawionym wad, powoduje bowiem drobne ruchy ciała w zimnym powietrzu, które zwię­kszają utratę ciepła na drodze przewodzenia i konwekcji. W ostatecz­nym efekcie w ustroju pozostaje tylko niewielka część ciepła wytwo­rzonego przy drżeniu.

Drugi sposób to wzrost wydzielania w zimnym środowisku kilku hormonów wywierających działanie kalorygenne, tzn. nasila­jących procesy przemiany materii związane z uwalnianiem ciepła. Do hormonów tych należy przede wszystkim tyroksyna, powstająca w tar­czycy, oraz aminy katecholowe — adrenalina i noradrenalina, wytwarza­ne przez część rdzeniową nadnerczy i przez zakończenia włókien nerwów sympatycznych. Pod wpływem wymienionych hormonów zwiększa się wytwarzanie ciepła, głównie w wątrobie i w mięśniach. Zjawisko to nosi nazwę termogenezy bezdrżeniowej. Na zimnie zwiększa się również wydzielanie innych hormonów (np. wytwarzanych przez korę nadnerczy), które kierują procesami przemia­ny materii związanymi z odnową zasobów energetycznych ustroju, uszczuplonych w toku nasilonych procesów metabolicznych.

Trzeci wreszcie rodzaj reakcji termoregulacyjnych na zimnie sta­nowią zmiany zachowania się człowieka lub zwierzęcia. Kule­nie się zmniejsza powierzchnię eliminacji ciepła do otoczenia, mimowol­ne poruszanie się zwiększa wytwarzanie ciepła itd. Opisane wyżej mechanizmy doraźnej adaptacji do zimna pozwalają na utrzymywanie przez pewien czas stałej temperatury wewnętrznej w środowisku o niskiej temperaturze. Sprawność działania tych mecha­nizmów, od której zależy, jak długo organizm potrafi utrzymać tem­peraturę wewnętrzną w zimnym otoczeniu i jak zimne środowisko bę­dzie tolerował, może być różna u różnych ludzi i zwiększać się pod wpływem długotrwałego lub wielokrotnego działania zimna. Proces ten nazywa się aklimatyzacją do zimna.

Można wyróżnić dwa rodzaje aklimatyzacji do zimna: ogólną i miej­scową. Aklimatyzacja ogólna powstaje wówczas, gdy na cały ustrój działa niska temperatura otoczenia, miejscowa zaś — gdy wpływ ten ogranicza się np. do rąk, twarzy i uszu, stóp itd.Obraz aklimatyzacji i jej rozwój można badać bądź śledząc zmiany zachodzące w ustroju człowieka w toku dłuższego pobytu w zimnym środowisku lub w wyniku powtarzanych ekspozycji na zimno, bądź też porównując ze sobą reakcje ustroju na zimno u przedstawicieli różnych grup etnicznych żyjących w okolicach o różnej tempera­turze.Poznanie obrazu aklimatyzacji ogólnej do zimna i mechanizmów jej powstawania ma szczególnie duże znaczenie przy planowaniu zagospo­darowania rejonów północnych, kwalifikacji do pracy na morzu i w niektórych innych gałęziach gospodarki, w wojsku, sporcie itd.

Słowem, wszędzie tam, gdzie człowiekowi grozi narażenie na wpływ niskiej temperatury otoczenia. Stąd też duże zainteresowanie tym zagadnieniem w wielu krajach, w których dojrzała świadomość, że ukształtowanie sto­sunku człowiek—środowisko w sposób zgodny z możliwościami fizjo­logicznymi ustroju i wykorzystujący jego ogromne zdolności przysto­sowawcze stanowi warunek zdrowia całych populacji, a w dalszej per­spektywie — warunek ich przeżycia.W dyskusjach naukowych podnoszona jest jednak stale wątpliwość, czy ustrój człowieka może ulec ogólnej aklimatyzacji do zimna. Przy­czyna tej wątpliwości tkwi w trudności uzyskania jednoznacznych wy­ników w poświęconych temu zagadnieniu badaniach fizjologicznych. Nie zawsze łatwo jest zdecydować isię na wybór kryterium, na którym można by się oprzeć przy ocenie stopnia ewentualnego zaaklimatyzowa­nia ustroju do zimna, trudno też odpowiedzieć na pytanie, które z da­jących się zmierzyć z dostateczną precyzją zmian, zachodzących w ustro­ju długotrwale narażonym na działanie zimna, można uznać za wyraz adaptacji do niskiej temperatury środowiska.

Jako kryterium przyjmo­wano często zdolność do długotrwałego utrzymywania stałej tempera­tury wewnętrznej w zimnym otoczeniu. Na pewno zdolność do utrzymy­wania stałości środowiska wewnętrznego ustroju, w tym stałej tempe­ratury, stanowi podstawową cechę tolerancji warunków, w jakich znaj­duje się człowiek. W wyniku aklimatyzacji mechanizmy fizjologiczne zapewniające utrzymywanie stałości środowiska wewnętrznego w obli­czu stressu zimna działają sprawniej, wskutek czego uzyskiwanie tego efektu odbywa się z mniejszym wysiłkiem dla ustroju. Na przykład lepsza izolacja tkankowa (grubsza warstwa podskórnej tkanki tłuszczo­wej) u pływaków pozwala na utrzymywanie stałej temperatury we­wnętrznej w zimnym otoczeniu, przy mniejszym dodatkowym wytwa­rzaniu ciepła niż u ludzi nie zaadaptowanych do takiego środowiska.Nie jest jednak pewne, czy — z punktu widzenia tolerancji zimna utrzymywanie w środowisku o niskiej temperaturze takiego samego poziomu regulowanej temperatury ciała jak w środowisku termoneu- tralnym byłoby zawsze korzystne.

U ludzi permanentnie narażanych na działanie zimna stwierdzano niekiedy wyraźną tendencję do stabilizowania się na zimnie tempe­ratury wewnętrznej ciała na poziomie niższym od normalnego. Nasuwa się zatem pytanie, czy zjawisko to należy traktować jako przejaw braku aklimatyzacji, czy też — przeciwnie — jako szczególną postać udoskonalonej adaptacji. Przy niższej temperaturze wnętrza ciała mniej­sza jest różnica między nią a otoczeniem i odpowiednio zmniejsza się tempo utraty ciepła, co naturalnie jest dla ustroju korzystne. Kiedy zjawisko takie występuje np. podczas snu, a obniżenie temperatury ciała nie jest zbyt duże, nie zakłóca ono snu i nie powoduje zaburzeń funkcji ustroju, toteż nie ma powodu, aby traktować je jako wyraz złej adaptacji do zimnego otoczenia. Ważne jest natomiast, aby temperatura wewnętrzna nie obniżała się stale i nie osiągnęła wartości, przy któ­rych zagrożony zostaje tok podstawowych czynności ustroju (czynności układu oddechowego, układu krążenia i in.).

Tego rodzaju trudności w interpretacji często rozbieżnych wyników badań fizjologicznych skłaniały — jak wspomniano niekiedy do twierdzenia, że człowiek współczesny nie ulega wcale ogólnej aklima­tyzacji do zimna. Wysuwano przy tym dwie koncepcje dla wyjaśnienia odmienności zachowania się ustroju człowieka przy długotrwałym na­rażeniu na pobyt w gorącym środowisku, w którym szybko rozwija się aklimatyzacja, oraz w zimnym otoczeniu, do którego ustrój człowieka „nie umie” się rzekomo aklimatyzować. Jedna z tych koncepcji utrzymuje, iż człowiek, który na początku swych dziejów zamieszkiwał rejony tropikalne, osiągnął już granice fizjologicznej adaptacji do zimna, migrując do rejonów o klimacie umiar­kowanym. Człowiek współczesny, żyjący w klimacie umiarkowanym, byłby więc już w pełni zaaklimatyzowany do zimna i narażenie go na jeszcze niższą temperaturę od tej, w której żyje, nie mogłoby usprawnić działania fizjologicznych mechanizmów adaptacji.

Druga koncepcja tłumaczy różnokierunkowość wyników badań nad ogólną aklimatyzacją człowieka do zimna w prostszy sposób. Na to, aby wywołać w ustroju zmiany decydujące o aklimatyzacji, trzeba go narażać na działanie zimna dostatecznie często lub dostatecznie długo. Tymczasem mieszkania i ubiór zwykle w dużym stopniu chronią czło­wieka od wpływu niskiej temperatury otoczenia. U mieszkańców rejo­nów polarnych, u nomadów lapońskich i Eskimosów, stwierdzono na­wet w wyjątkowo zimne dni wysoką temperaturę pod ubraniem, przy skórze. W gruncie rzeczy ludzie ci znaczną część dnia spędzali w mi­kroklimacie subtropikalnym, dłużej zaś i często narażone były na zimno tylko ich twarze, ręce i — rzadziej — stopy. Skuteczność takiej  swego rodzaju technologicznej — adaptacji do życia w polarnym kli­macie ilustruje rycina.